czwartek, 4 września 2014

Chapter 1

Muzyka: 
 1 2 3

*Alex's POV*

Plątałyśmy się między sobą na scenie śpiewając ostatni już kawałek tego koncertu, jak i trasy. Upragniony urlop zbliżał się coraz to większymi krokami. Jeszcze tylko jutrzejszy wywiad w Chicago i jesteśmy wolne na cztery miesiące. Uwielbiam być w trasie z dziewczynami i być wśród fanów, ale też nie mogę się doczekać, aż pojadę do rodziny i przyjaciół. Chcę pospędzać z nimi czas, jak za dawnych lat. Zanim się zorientowałam utwór się skończył, a Cassie zaczęła żegnać się z fanami. Scarlett i Evie popijały wodę z boku sceny. Przemowy nie były moją mocną stroną, podobnie jak u Scarlett, więc my miałyśmy w planie rzucić kilka naszych rzeczy w tłum fanów. Gdy Cassie skończyła przemowę, Bonnie i Evie zaczęły nucić nasz kawałek pt. 'Love', a ja i Scarlett rzucałyśmy naszymi czapkami w tłum. Po kilku minutach zeszłyśmy ze sceny. Podreptałyśmy zmęczone pod prysznic za kulisami, a następnie do garderoby i zaczęłyśmy się przebierać.
- Będzie mi tego brakować. - stwierdziła Cassie zmieniając koszulkę.
- Mnie też. - przyznała Evie wycierając czoło białym ręcznikiem. - Ale za niedługo znów będziemy w trasie. Cztery miesiące szybko miną.
- Teraz mamy czas dla siebie - uśmiechnęła się Bonnie zakładając czarne wąskie spodnie. - i dla rodziny.
- Ja najwięcej czasu będę spędzać z fanami. - wzruszyła ramionami Scarlett. - Odwiedzam Liam'a w trasie po Ameryce za tydzień, więc może spotkam jakichś naszych fanów.
Cassie prychnęła, a Bonnie przewróciła oczami. Pomijając Scarlett, reszta naszej ekipy nie przepada za tym całym Liam'em i jego bandą. Jedyne co nas łączy z One Direction to wspólny menadżer.. No i to, że w przyszłości nasza Scarlett założy z Liam'em rodzinę.
Kiedy skończyłyśmy się przebierać, ruszyłyśmy do samochodu, którym miałyśmy dojechać do hotelu w Chicago. Podróż nie trwała długo. Wysiadając z auta, przed hotelem czekała na nas mała grupka fanów. Mimo dość późnej pory oni tam stali i czekali, aż przystaniemy i pogadamy z nimi, zrobimy zdjęcie czy też damy autograf. Niestety ochroniarze nie pozwolili nam zostać, ze względu na panujące na dworze zimno. Dosłownie wepchnęli nas do środka, a my zrezygnowane udałyśmy się do apartamentów. Dzieliłam pokój z Cassie. Przekraczając próg mieszkania rzuciłam torbę z nieświeżymi ubraniami w kąt, zrzuciłam z siebie kurtkę i zamieniłam luźne nike'i na stare, lekko poniszczone czerwone conversy.
- Co ty robisz? - spytała lekko zdziwiona Cass zamykając drzwi.
- Idę do fanów. - odparłam wiążąc trampki.
- W takie zimno? - przyglądała mi się z wlepionym na twarzy grymasem.
- Dla nich mogę nawet w samej bieliźnie wyjść na śnieg, po to by ich uszczęśliwić. - wstałam i założyłam na głowę kaptur od bluzy.
- Chociaż kurtkę ubierz! - krzyknęła, gdy ja zamknęłam za sobą drzwi. Podeszłam do windy na końcu korytarza i wcisnęłam przycisk. Czekając na windę usłyszałam jak ktoś się zbliża. Nie dobrze. To mój ochroniarz. Poznałam po głosie. Zaraz, zaraz.. Skoro tak, to ktoś jeszcze musi być z nim, chyba, że mówi sam do siebie, co by było trochę dziwne. Uciec nie mogłam, byli zdecydowanie zbyt blisko. Usłyszałam piknięcie, które oznaczało, że winda przybyła na piętro 15. Weszłam.. Nie. Wróć. Wbiegłam do windy i w pośpiechu naciskałam na przycisk z wygenerowaną cyfrą '0'. Na szczęście drzwi zamknęły się na czas i parę chwil później, gdy winda powoli ruszyła w dół odetchnęłam z ulgą opadając na metalową zimną poręcz. Zanim się zorientowałam, byłam już na dole. Wyszłam z windy i skierowałam się w stronę drzwi ewakuacyjnych. Na całe szczęście były otwarte. Wychodząc uderzyło we mnie zimne powietrze, więc włożyłam ręce do kieszeni. Trochę zajęło mi przejście na 'przód' hotelu. Fani byli tam ciągle. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam powoli iść w ich kierunku. Zakryłam się szczelniej kapturem i przyśpieszyłam kroku. Chwilę potem znajdowałam się niecałe dwadzieścia metrów od nich. Teraz pytanie jak ich przywołać? Spróbowałam gwizdnąć, ale nie udało mi się to, bo nie umiałam. Nabrałam powietrza i powiedziałam głośno 'Cześć'. Nikt się jednak nie odwrócił. Powtórzyłam czynność ty razem głośniej. W jednym momencie wszyscy zgromadzeni ludzie odwrócili się ku mnie i spojrzeli na mnie. Stałam na środku chodnika z wystawionymi rękoma i lekko otwartą buzią, a fani nadal stali i patrzyli się na mnie piorunującym spojrzeniem. Westchnęłam i przygryzając dolną wargę zdjęłam kaptur.
- Cześć - powtórzyłam po raz trzeci, a kilka fanek znieruchomiało z wrażenia. Nagle cała grupka zgromadzonych podbiegła do mnie i zaczął się istny chaos. - Po kolei - mówiłam śmiejąc się. Każdej czekającej tam osobie dałam autograf, zrobiłam zdjęcie i porozmawiałam chwilę. Po jakichś pięćdziesięciu minutach wróciłam do apartamentu cała wykończona.
- O, jesteś już. - odparła Cassie, gdy tylko usłyszała zatrzaskujące się drzwi. Nawet na mnie nie spojrzała, była wgapiona w telewizor i zajadała jakiś jogurt. - I jak było?
- Jestem padnięta. - odrzekłam od razu rzucając się na moje łóżko.
- Było trzeba zostać.
- Jestem padnięta, ale też zadowolona, że mogłam sprawić im przyjemność. - dokończyłam.
- Idź lepiej rozebrać się, bo się tu ugotujesz. Jest tu tak gorąco. - spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Westchnęłam cicho w poduszkę i niechętnie wstałam. Ściągnęłam buty i udałam się do łazienki, po drodze zdejmując z siebie ubrania. Musiałam się odświeżyć.
- Ciepły prysznic dobrze mi zrobi. - szepnęłam sama do siebie i puściłam wodę. Po kilku sekundach weszłam do kabiny i zaczęłam moczyć moje włosy, jak i ciało. Po kwadransie wyszłam cicho z łazienki ubrana w pidżamę. Cassie spojrzała na mnie dziwnie.
- Już? - jej usta otworzyły się w kształt literki 'o'. - Zwykle siedzisz w łazience godzinę. - wzruszyłam ramionami i zmęczona po całym dzisiejszym dniu opadłam na łóżko, momentalnie zasypiając.

**********

Byłam już na miejscu. Ubrana w jego za dużą na mnie bluzę stałam pod furtką i wahałam się na zadzwonieniem. W pewnym momencie zaczęło kropić. Ponieważ nie przepadałam za deszczem, bez zastanowienia wcisnęłam guzik, a po chwili dźwięk tradycyjnego dzwonka rozległ się po całym domu rodziców Michael'a. Po chwili w drzwiach stanęła dobrze znana mi kobieta o ciemnobrązowych kręconych włosach, ubrana w fartuszek, który dostała kiedyś ode mnie na urodziny. Michael dużo razy opowiadał mi, jak jego mama uwielbia gotować, a ponieważ po swoich urodzinach chciała sobie kupić nowy fartuch, ja ją wyręczyłam. Zrobiło mi się miło w sercu, gdy ją w nim zobaczyłam i uśmiechnęłam się ciepło do niej.
- Dzień dobry - powiedziałam na tyle głośno, by pani Simson mnie usłyszała. Deszcz zaczął padać mocniej.
- Dzień dobry - odrzekła z uśmiechem. - Wejdź kochanie.
Otworzyłam furtkę i weszłam do pięknie wystrojonego ogrodu. To drzwi wejściowych poprowadziła mnie wąska kamienista dróżka. Tak, zdecydowanie w stylu pani Simson. Przekroczyłam próg domu zamykając po sobie drzwi.
- Ja tylko na chwilkę. - odparłam z wlepionym na twarzy sztucznym uśmiechem. - Jest Michael?
- Zaraz wróci ze szkoły. - powiedziała udając się do kuchni. - Jak chcesz, możesz poczekać na niego w jego pokoju.
- Dziękuję. - mruknęłam cicho. Uklękłam, by rozwiązać sznurówki, lecz w tym samym momencie do przedpokoju zagościł pan Simson.
- Cześć Alex - odrzekł uradowany odkładając kubek z gorącą kawą oraz dzienną gazetę na półkę. - Jak się masz?
- Dzień dobry panu - wstałam zostawiając rozwiązaną sznurówkę. - Dobrze, a pan?
- Znakomicie! - przytulił mnie jak to zawsze na przywitanie. Tak, ojciec Michael'a chyba mnie bardzo polubił. - Już wróciłaś z trasy?
- Tak. Niedawno właśnie.
- Jak było? - zapytał wypuszczając mnie z objęć. 
- Super. To wszystko jest niesamowite - powiedziałam z uśmiechem. Pan Simson także się uśmiechnął. Zabrał gazetę oraz kubek z półki.
- Czekasz na Michael'a? - a co innego mogłabym tu robić proszę pana? 
- Tak. Muszę z nim porozmawiać.
- Tylko? Czyli nie zostaniesz na obiad?
- Nie, przykro mi - zaśmiałam się cicho i ponownie uklękłam chcąc zdjąć buty.
- Nie musisz zdejmować butów - uśmiechnął się i udał się do kuchni.
Lepiej dla mnie. Zawiązałam sznurówkę i udałam się na górę, do pokoju Michael'a. Zamknęłam cicho drzwi i weszłam w głąb pokoju. Znałam to miejsce bardzo dobrze. Do oczu cisnęły mi się łzy, a ja z trudem je opanowywałam. Powędrowałam wzrokiem na ścianę nad jego łóżkiem - były tam nasze wspólne zdjęcia, jakieś listy, odciski dłoni i jakieś inne już nieznaczące dla mnie pierdoły. Patrząc na to wszystko wybuchłam niepohamowanym płaczem. Upadłam na podłogę i zakryłam twarz dłońmi. Jak mógł mi to zrobić?! Zawsze powtarzał, że jestem jego jedyną, że jestem jego księżniczką, że tylko mnie kocha... A w tym czasie zdradzał mnie z jakąś plastikową blondyną. Wczoraj widziałam jak się z nią obściskiwał na mieście. Całą noc płakałam, a dziś postanowiłam z nim zerwać. Nie przez telefon, nie przez sms'a. Chciałam spojrzeć mu w twarz i po prostu to powiedzieć. Nienawidziłam go. Po kilku minutach trochę się uspokoiłam. Wstałam i spojrzałam do lustra wiszącego obok drzwi. Tusz na szczęście został nietknięty. Dobrze, że pomalowałam się tym wodoodpornym. Włosy były w miarę dobrym stanie. Poprawiłam je trochę rękoma i zaczęłam krążyć po pokoju.
- Jestem! - po całym domu rozległ się krzyk Michael'a. Moje serce zaczęło bić szybciej.
- Dobrze skarbie, masz gościa! - odkrzyknęła pani Simson. 
Przystanęłam i po chwili usłyszałam jak chłopak wchodzi na górę po schodach. Drzwi otworzyły się, a w nich stanął Michael. 
- Alex! Wróciłaś! - nieziemsko uśmiechnął się na mój widok i podszedł do mnie. Chciał mnie przytulić, lecz sprawnie go wyminęłam. Chłopak zrobił zniesmaczoną minę i spróbował jeszcze raz, lecz i tym razem się nie udało. - Co jest?
- Jak mogłeś mi to robić? - zapytałam zrozpaczonym głosem patrząc w jego oczy z bezpiecznej odległości. - Jak?!
- O co chodzi? - spytał 'zdziwiony'.
- Nie udawaj, że nie wiesz. Myślałeś, że się nie domyślę?! - wykrzyczałam, a z moich oczu wypłynęły łzy.
- Kochanie..
- Żadne kochanie! - syknęłam. - Nie jesteś już moim kochaniem! Jesteś potworem!
Wybiegłam z pokoju i z płaczem udałam się na dół do wyjścia. Chwyciłam za klamkę, lecz w tym samym momencie poczułam na sobie dotyk chłopaka. Pociągnął mnie za rękę tak, że dzieliły nas zaledwie milimetry. Chciał mnie przytulić, bo wyciągal już drugą rękę, lecz byłam szybsza i oddaliłam się od niego. On jednak nadal trzymał moją dłoń.
- Zostaw mnie! - krzyknęłam szarpiąc ręką. 
- Alex porozmawiajmy!
- Nie mam ochoty z tobą gadać! Nienawidzę cię! - Z kuchni wybiegła przerażona pani Simson, a tuż po niej jej mąż. Otworzyłam drzwi.
- Co tu się dzieje? - zapytała matka Michael'a. Popatrzyłam to na nią, to na mojego byłego już chłopaka i po kilku sekundach wydusiłam:
- Przepraszam - wyrwałam się z objęć Michael'a i wybiegłam z domu, a moje łzy mieszały się z ulewnym deszczem. 

Otworzyłam oczy i gwałtownie usiadłam na łóżku. Położyłam rękę na sercu ciężko oddychając. Znowu ten sen. Ten pierdolony sen. Nie dość, że przeżyłam to w rzeczywistym świecie, to teraz mi się to śni prawie codziennie.
- Znowu ten sen? - spytała Cassie, która pojawiła się tak nagle znikąd przy moim łóżku.
- T-tak. - wydusiłam, a Cass podała mi szklankę zimnej wody.
- Co to może oznaczać? - chusteczką wytarła moje mokre policzki i szyję. Wzruszyłam ramionami. Upiłam łyk zimnej wody i przetarłam czoło ręką.
- Która godzina?
- Szósta sześć. - szepnęła Cass zerkając na zegarek stojący na szafce nocnej przy moim łóżku.
- Nie zasnę już, ale ty idź jeszcze spać. Musisz być wypoczęta przed wywiadem. - uśmiechnęłam się do niej tak szczerze, na ile tylko w tym stanie potrafiłam.
- Chcesz się czegoś jeszcze napić? - pokiwałam przecząco głową. Cassie wstała słysząc dźwięk burczenia jej telefonu. Zapaliła lampkę nocną i wzięła telefon w dłoń. - Simon.. Simon chce się z nami koniecznie spotkać godzinę przed wywiadem.
- Czego zaś ten facet od nas chce? - westchnęłam chowając głowę w dłoniach.
- Nie wiem, ale na pewno to coś ważnego, bo wcześniej takich przypadków pod koniec trasy nie było.
- A może chce nam pogratulować.. - odparłam po chwili milczenia.
- Miejmy taką nadzieję..

**********

Była godzina 15:55. Jechałyśmy wszystkie wielkim samochodem na wcześniej ustalone miejsce z Simonem. Mieliśmy się spotkać pod studiem, w którym miałyśmy udzielić wywiadu i zaśpiewać dwie piosenki. Droga mijała w ciszy. Scarlett, Cassie i Bonnie szperały w nowo kupionych iPhone'ach, a ja i Evie wędrowałyśmy wzrokiem po ulicach Chicago. Jedynie nasz kierowca - Stan - ubrany w garnitur i berecik wysoko cenionego kierowcy od czasu do czasu przerywał między nami milczenie poprzez ciche nucenie pod nosem piosenek puszczanych w radiu.
- Jesteśmy! - krzyknął Stan poprawiając czapkę i szeroko się uśmiechając. Wysiadłyśmy z samochodu, a nas czekał już Simon. Przeklęłam w myślach i ruszyłam za dziewczynami.
- No więc.. - zaczęła Evie, ta najbardziej wyluzowana i pewna siebie. - Co było takiego ważnego, że nas tu sprowadziłeś? 
- Jakbyś nie wiedział mamy od jutra urlop - wypaliła Bonnie. - I nie chcemy go spędzać na obowiązkach.
- Słuchajcie dziewczyny - odparł tym samym zimnym tonem co zwykle. Bardzo często nie skupiał na nas uwagi, a jeśli już się to zdarzyło to znaczy, że mamy coś mu załatwić. Owszem, był znakomitym menadżerem - załatwiał nam mnóstwo koncertów w każdym zakątku świata - ale raczej kiepskim przyjacielem. - To co mam dla was do przedstawienia to nie prośba, to obowiązek. Tak czy inaczej musicie to zrobić.
- Przejdź do rzeczy - mruknęłam cicho stojąc ze skrzyżowanymi rękoma na klatce piersiowej.
- Odpadają wam dwa miesiące urlopu. Jesteście supportem One Direction w ich trasie po całej Ameryce. - dosłownie nam wszystkim opadły szczęki w dół. Nie spodziewałybyśmy się takiego pomysłu. To było najgorsze, co mogli nam w tym czasie zadać. W sumie dla Scarlett to nie robiło żadnej innej różnicy. I tak czy siak spędziłaby urlop z Miam'em... Tiam'em? Nie.. Tomem? W każdym bądź razie z jej chłopakiem. - Zaczynacie od przyszłego tygodnia.
- O nie, nie, nie, nie. Nigdzie nie jadę! - wystąpiłam na przód prawie krzycząc. - Kolejne dwa miesiące pracy i to jeszcze z One Direction?! Przepraszam, to nie dla mnie. Co z naszym urlopem?! Tak długo oczekiwanym urlopem?! Wszystko ma iść się jebać?! Simon, weź się w końcu ogarnij! Pomyślałeś chociaż raz o tym jakie my mamy zdanie na ten temat?!
Zapanowała niezręczna cisza. Simon patrzył z rozbawieniem na tą całą sytuację. Nie rozumiem co go tak bawiło.
- Przepraszam, ale ja kurwa nigdzie nie jadę! Nie jadę!

*5 dni później*

- Witamy na pokładzie samolotu Airbus A380 linii Wizzair. Zapoznamy państwa z bezpieczeństwem na pokładzie. Prosimy o..
- Alex, będzie dobrze. Ciesz się, że chociaż będziemy mieć ten urlop. - szepnęła do mnie Bonnie, moja współtowarzyszka.
- Przypomnij mi, czemu nie lecimy prywatnym samolotem do Waszyngtonu? - Bonnie wywróciła oczami i zapięła pas. - No właśnie. 
- A może będzie fajnie? Może nie są oni aż tacy źli? 
- Obudź mnie proszę, gdy ta cała trasa się skończy, dobrze? - uśmiechnęłam się sarkastycznie. Dwie godziny lotu.. Chyba pora się przespać.

_________________________________________________________________

Nareszcie I rozdział napisany :)
Nie jest perfekcyjny, jestem amatorką.
Mile widziane komentarze, bo one strasznie motywują do dalszego pisania. 
Może niektórzy z was wiedzą jak to jest :)
Powodzenia w szkole misie <3
Do napisania xx

1 komentarz:

  1. Świetnie się zapowiada! Czekam na drugi rozdział.
    Weny, weny i jeszcze raz weny! :)

    OdpowiedzUsuń